Potrzebujesz Pomocy Napisz do nas ! lub zadzwoń 669344079 !

Gastrofaza, czyli dlaczego atakujesz lodówkę?

Czytane przez 498, Jan 25, 2022

Gastrofaza, czyli dlaczego atakujesz lodówkę? 

Rozkład jazdy:

  1. Czym jest gastrofaza w praktyce.
  2. Dlaczego tak się dzieje, że tak się dzieje? 
  3. Korzyści płynące z występowania gastrofazy.
  4. Analogicznie, zagrożenia.
  5. Czy zawsze obżarstwu winne jest gastro?
  6. Lodówka na kłódkę? Czy da się inaczej?

Czytanie tego tekstu zajmie Ci około 8 minut.

CZYM JEST GASTROFAZA W PRAKTYCE.

W praktyce to dość proste i doświadczył tego niemalże każdy, albo i  dosłownie każdy jeden konsument marihuany na tym świecie. To wygląda zawsze dosyć podobnie. Zapalisz, czujesz rozluźniającą przyjemność w całym ciele, Twoje myśli przestają wiercić Ci dziury w głowie… no po prostu robi się przyjemnie. Mniej więcej w tym samym czasie zaczynasz odczuwać głód, który zdaje się chcieć zeżreć absolutnie wszystko co napotka na swojej drodze. Stajesz się spożywczym odkurzaczem, który pragnie głównie cukru. Glukoza albo życie! To nie żarty.. Historia zna niezliczoną ilość historii, kiedy głodne zjaruski tworzyły mikstury, totalnie niejadalne dla mugoli. Mieszanki smaków, których nie odważyła by się zjeść nawet kobieta w ciąży z pięcioraczkami. A zjarusek zje.. I zjarusek będzie zadowolony, że ogarnął sobie royal posiłek w błogim stanie upalenia. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie tworzył dziwnych dań na gastrofazie!

DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE?

Dobrze, wiemy już jak to wygląda, teraz czas rozwiązać zagwozdkę, dlaczego tak się dzieje. Tu trzeba przytoczyć parę naukowych terminów i zagłębić się nieco w nasze wnętrze.

Gospodarka energetyczna każdego człowieka opiera się głównie na dwóch hormonach – Grelinie i Leptynie. Mówiąc w dużym skrócie i uproszczeniu rzecz jasna.

Oba wymienione hormony wchodzą w interakcję z podwzgórzem w mózgu, z tym że działają zupełnie odmiennie. Grelina zostaje uwolniona w przewodzie pokarmowym, kiedy w naszym ciele dochodzi do deficytu energii, przez to stajemy się głodni i uzupełniamy zapas brakującej energii poprzez pokarm. Zaś kiedy energii mamy po sam korek, nasze ciało zaczyna produkować Leptynę. Leptyna wysyła informację do mózgu, że właśnie się najedliśmy do syta, tym samym blokując informację o uczuciu głodu.

Coraz więcej badań zajmuje się tematem THC i jego niezaprzeczalnego wpływu na wzrost apetytu u użytkowników marihuany, która zawiera ten właśnie kannabidiol. W toku różnych badań odkryto kilka ciekawych zależności.

Okazało się, że THC zmienia sposób, w jaki podwzgórze funkcjonuje w danym momencie. Zaburza ono prawidłowy przepływ informacji o głodzie, stymulując obszar podwzgórza do wysłania informacji do organizmu, o potrzebie wypuszczenia Greliny. Mówiąc najprościej – odczuwamy głód, nawet jeśli pół godziny wcześniej jedliśmy.

Kolejnym czynnikiem wzmagającym głód jest nasz węch. Okazało się, że w naszych nosach występują skupiska receptorów CB1, do których przyczepia się THC, co  z kolei powoduje wzmożone odczuwanie wszelkich zapachów oraz smaków. Wzmożone odczuwanie wpływa na wzmożone łaknienie, gdyż nasz mózg gloryfikuje w danym momencie niemalże każdy posiłek do rangi NAJLEPSZE EVER.

Jak by tego było mało… THC zwiększa odczuwanie słodkiego smaku, gdyż zwiększa wrażliwość kubków smakowych na sacharozę. W smak gorzki i słony THC nie ingeruje, tu się wszystko kręci wokół cukru.

Sam akt jedzenia staje się przyjemniejszy również nie bez powodu. Aktywacja receptorów CB1 powoduje przypływ dopaminy, a ta jak wiadomo odpowiada za odczuwanie przyjemności.

Można powiedzieć, że THC funduje nam totalny ostrzał spożywczy atakując z kilku frontów. Pobudza odczuwanie przyjemności, pobudza smak i zapach, oszukuje przysadkę mózgową – jesteśmy niemalże skazani na jedzenie! ;)

CZY GASTROFAZA MA JAKIEŚ DOBRE STRONY?

Oczywiście! Historia zna wiele przypadków, kiedy marihuana okazywała się jedynym ratunkiem przed całkowitą degradacją organizmu wynikającą z braku apetytu, zaburzeń pracy żołądka typu refluks, nudności, zapalenia ścian żołądka, czy innych problemów gastrologiczno – psychologicznych.

Wiele problemów z odżywianiem spowodowanych jest stresem, który przewlekły potrafi zrobić w organizmie totalne spustoszenie. Marihuana działa wtedy dwutorowo – pomaga ogarnąć psychikę i utrzymać ciało przy życiu, poniekąd zmuszając do jedzenia, bo po prostu w końcu autentycznie odczuwasz głód.

Można by tu przytoczyć wiele historii i wiele schorzeń, w których marihuana okazała się prawdziwym ratunkiem. Pamiętajmy, że nie mówimy o pokrzywie – marihuana ma wpływ również na świadomość. Jest szansa, że konsument dostrzeże więcej, niż dostrzegał dotychczas, że zrozumie więcej, że sam postanowi wyeliminować ze swojego życia zbędne stresy, trochę wyluzować, trochę więcej zacząć naprawdę żyć dla życia, a nie tylko dla przeżycia. Marihuana to święta roślina, można się po niej spodziewać rzeczy niespodziewanych.

DOBRZE. WIĘC GASTRO ZAWSZE SPOKO?

No wiadomo, że nie. Gastro kontrolowane, gdzie jak by nie było czujemy jakieś granice swojego objedzenia się, to jedno. Zaś gastro niekontrolowane, gdzie wciągasz absolutnie wszystko, w totalnie niepoważnych ilościach, to drugie, i to drugie dobre nie jest. Traktowanie się jak spożywczego śmietnika nigdy nikomu na dobre nie wyszło i nie wyjdzie. Jednorazowo co najwyżej dorobimy się bólu brzucha na drugi dzień, rozwolnienia może, przepełnienia na kilka godzin.. Nic strasznego, ale jeśli będziemy pozwalać sobie tak często, jest to prosta droga do chorób, otyłości i ogólnego pogorszenia stanu zdrowia. Nic fajnego. Tym bardziej, kiedy będziemy sami siebie oszukiwać, że „na gastro nie tuczy”. Tuczy tuczy, co najwyżej deczko wolniej.

CZY TO ZAWSZE WINA GASTRO??

Wiecie jak jest. My, ludzie, lubimy mieć wymówki i usprawiedliwienia dla swoich niecnych czynów. Lubimy mieć na kogo zwalić winę, lubimy mieć powód grzechu zawsze pod ręką – nawet tylko dla samych siebie. U niektórych skutkuje to niestety tym, że zwalają na garb marihuany swoje problemy z niepochamowanym spożyciem. I o ile oczywiście, jak można wyżej przeczytać, jest w tym sporo prawdy, tak nasze nawyki żywieniowe to zupełnie inna kwestia. To, że czujemy głód to fakt, ale to na co mamy ochotę nie jest już winą marihuany, tylko tego co zwykliśmy jeść na co dzień. Jeżeli zwykle dla podniesienia cukru sięgamy po słodkie owoce a nie po batony, czy inne ptasie mleczko, to i na gastro nie będziemy nagle pragnąć trzypiętrowego tortu oblanego półmetrową warstwą czekolady, tylko będziemy chcieć tego, co jemy zazwyczaj, czyli najwyżej zjemy tych owoców więcej, niż jakbyśmy gastro nie mieli.

Także to nie od samej marihuany zależy, czy gastrofaza okaże się wyniszczająca dla zdrowia, czy też nie, a pamiętajmy, że w wielu przypadkach jest też zbawienna. Temat niezwykle skomplikowany. 

Częstotliwość będzie tu również miała niebagatelne znaczenie. Jeżeli używamy marihuany okazjonalnie, nie zaszkodzi nam jednorazowe obżarstwo, nawet czymś bardzo niezdrowym. Co innego, jeżeli marihuana jest codziennością a razem z nią mamy do czynienia z częstą gastrofazą. Wtedy możemy już realnie obawiać się skutków, jeśli naszą dietę stanowią głównie rzeczy niezdrowe, bo niestety nie jest do końca prawdą, że każdy palacz jest szczupły, ani tym bardziej zdrowy. W tym temacie któregoś dnia rozpiszemy oddzielny tekst, bo jest to również ciekawe, zwłaszcza w kontekście badań, które faktycznie potwierdzają, że zdeklarowani palacze są mniej narażeni na ryzyko rozwoju otyłości i cukrzycy.

Moim zdanie dużą rolę odgrywa tu ogólne podejście do życia osób używających marihuany, które w dużej mierze jest wspólne jeśli chodzi o zamiłowanie do natury, nieco innego trybu życia, nieco innego podejścia do współczesnego pędu i zabiegania, oraz mniejszej ilości nie spalonego stresu, który często wręcz zjada i niszczy od środka współczesnego człowieka.

Łatwo wpaść w błędne koło palenia i jedzenia, gdzie dochodzi ryzyko wpadnięcia w „tumiwisizm”, czyli taki stan obojętności na to co się dzieje dookoła, oraz z nami, chociażby właśnie z naszym ciałem. Przestajemy zwracać uwagę na dodatkową fałdkę tu i tam, na przyciasne spodnie, aż pewnego dnia okazuje się, że jest nas dwa razy więcej. Nie jest to niestety rzadki scenariusz. Niestety też nierzadko obwinia się tylko gastro, zapominając zupełnie, że to nie gastro warunkuje nasze nawyki żywieniowe oraz styl życia. Wypadało by zadać pytanie, co było pierwsze? Trawka, czy olewka?

Obserwacje pozwalają wywnioskować, że kto ma ambicje, cele i marzenia, ten ma je nadal nawet jeśli nieco nadużywa marihuany. Zaś kto nie miał tego na starcie, ani tego od marihuany nie dostanie, ani ona mu tego nie zabierze, bo tego po prostu w człowieku nie było.

Marihuana jest jak plastelina, dopasuje się do Ciebie. Jeżeli jesteś aktywny, da Ci z tych aktywności wyciągnąć jeszcze więcej, jeżeli jesteś uduchowiony, pozwoli Ci pomedytować głębiej, jeżeli lubisz dłubać rękodzieło, pomoże Ci znaleźć fajne pomysły, i tak dalej. Jeżeli chcesz leżeć, spoko, ona Ci to leżenie wychilluje maksymalnie, jeżeli nie masz parcia na samorozwój, absolutnie Cię ona do tego nie będzie zmuszać, jeżeli nie chcesz marzyć daleko, to ona Cię będzie trzymać blisko ziemi. Rozumiecie? To nie marihuana decyduje o tym, jacy jesteśmy.

LODÓWKA NA KŁÓDKĘ? CZY DA SIĘ INACZEJ?

Złotego sposobu na gastro niestety nie ma. Tak naprawdę już sama wiedza o tym dlaczego tak się dzieje, oraz że nie odczuwamy prawdziwego głodu, tylko THC robi nas w jajo, powinna pomóc panować nad niekontrolowanym spożyciem. Jest to w pewnym stopniu wykonalne, bo świadomość bycia oszukiwanym ułatwia nie dać się oszukać.

Warto zaopatrzyć się w zdrowe wersje zapychaczy. Warto dobrze zjeść przed użyciem, żeby mieć świadomość, że nie ma opcji być serio głodnym. Popijanie soku owocowego, coś do pochrupania – szukajcie swojej drogi i pamiętajcie, że to tylko THC Was trolluje w kwesti głodu! Nie daj się trollować!

Wszystkiego Konopnego!

Zostaw komentarz

Zaloguj się


Autor: